Wpisy
W moim magicznym śnie znalazłam na ławce w szatni zapomniany szalik. Potem odkryłam też buty. Dziesięciocentymetrowe szpilki. Wygodne, jak żadne buty wcześniej. Założyłam je i wymaszerowałam na chodnik.
I ciagle śni mi się ten wypadek.
Chwilę przed nim miałam wrażenie, że będę go miała za kilka sekund.
Mimo to dalej wsiadam do auta bez oporu.
Budzę się, włączam telewizor, jedna noga, druga, już jestem w pionie, parę kroków, jestem przy blacie otwieram szafkę, ze sklejonym okiem, a drugim na w pół otwartym wyjmuję filiżankę, próbuję ją postawić, ale się nie da, odklejam powiekę jedną od drugiej, spoglądam i JEB.
Nie pozmywane naczynia. Ktoś miał pozmywać...
To jest coś, co potrafi doprowadzić do spadku nastroju na kilka godzin. Wywołuje to u mnie tak ciężkie wnerwienie, jak rozwalona jeszcze pościel o 10 rano. Chociaż nie wiem czy nie większe.
Poziom mojego nastroju zbliża się poglądowo to jazdy w dół po tangensie na wykresie.
Potrzebuję zmian, może niespecjalnie spektakularnych i niekoniecznie z fajerwerkami, może kosmetycznych. A jednak potrzebuję.
Ten blog też.
Niedługo znów odwiedzę miejsca, które znam. To dobrze. Potrzebuję tego raz na jakiś czas.
Po 7 latach nadal istnieje moja wizytówka w necie. Nie ma już bloga, nie ma tamtej mnie, a wizytówka jest. I nadal podoba mi się ta sama muzyka. Nadal chłonę te same słowa piosenek zupełnie, jakbym słyszała je po raz pierwszy.
I nadal się zastanawiam, w którym miejscu postawić przecinek.
Te 7 lat temu gdzieś wewnątrz zostałam zdemolowana. Skutki tego wychodzą do dziś. Już nie lubię ludzi, jak kiedyś, już nie otwieram się, jak kiedyś, już nie umiem pisać, jak kiedyś. Po prostu się pozamykało. Wszystko się pozamykało.
I nie pozostaje mi nic, jak czasem wziąć to po prostu zagrzebać głębiej, albo/i jednocześnie: zaćwiczyć, zadziergać. Zagłuszyć.
To tyle w kwestii podsumowań corocznych.
... mi się zamieniła.
Od 2 tyg nie zaglądałam na pudla. Choć z rana przy pierwszej kawie rzucałam okiem. Dzisiaj do mnie doszło, że pudla nie oglądam, bo jego miejsce zajął fejs.
JAK TO SIĘ KURKA STAŁO, ŻE ULEGŁAM MODZIE NA FB?:>
Ćwiczę siłę woli.
Aż mnie dławi.
Wczorajsze lądowanie Boeinga 767 przyprawiło mnie o gęsią skórkę.
Wielki ukłon w stronę Pilota i członków załogi oraz wszystkich, którzy pomagali naziemnie.
"A może 5 lat temu coś przegapiłaś, albo coś zrobiłaś co spowodowało taki a nie
inny rozwój Twojego życia? Myślałaś kiedyś o tym?Może jakaś mała retrospekcja pozwoliłoby znaleźć odp. dlaczego teraz jest, jak
jest. Wypadałoby coś z tym zrobić. Chcesz tak dalej przez kolejne lata, aż do
końca życia?"
Czy ja to naprawdę komuś napisałam? Czy mi się tylko śniło?Przeczytałam to jeszcze raz i wpadłam w krąg myśli; Jezu, jak bardzo to się
odnosi i do mnie samej. Jestem za mało odważna, by się cofnąć wirtualnie wstecz i wybrudzić wpis myślami
i wydarzeniami.Czasami, jak tylko nabieram odwagi siadam i zadaję sobie pytanie "jak to się k...
stało?"Moje koleżanki poobraniały w tym czasie dyplomy, powychodziły za mąż, zdążyły
wyjechać. Ja zdążyłam wyjechać, za mąż wyszłam wcześniej. Brakuje mi tylko tego
dyplomu. Jeden już jest, ale chciałabym ten drugi, z tej drugiej dziedziny i
ciągle mi coś uniemożliwia osiagnięcie upragnionego celu.Gdzieś się zagapiłam. Czasem mi się tak przytrafiało, ale trwało to do 2-3
miesięcy góra, a nie 5 lat.Po tych 2-3 miesiącach potrafiłam dogonić i wręcz przeskoczyć resztę,
zupełnie,jakbym nabierała rozbiegu, żeby dalej skoczyć. 5-cioletni rozbieg coś mi
nie wyszedł. Co u licha poszło nie tak?
_____________________________________________________________________________
[*]
Dla tych, którzy odeszli.
Od pewnego momentu życia zaczęłam silnie wyczuwać i odróżniać różnorodne zapachy. Co gorsza... z podziałem na rodzaje. Odróżniam różne zapachy kaw, herbat, ziół, po zapachu wiem, jakie warzywa dodano do zupy, ostatnio odkryłam, że każdy rodzaj masła pachnie inaczej. Zupełnie, jak w tej reklamie, w której facet z zawiązanymi oczami wącha różne gatunki masła, i trafia na takie o zapachu pieczywa. Raz wyczułam ulatniający się gaz, którego nikt nie czuł, ale potwierdził fakt gość, który przyszedł usunąć usterkę. Było małe rozszczelnienie tuż przed zaworem.
Od pewnego innego momentu życia to nadmierne rozróżnianie zapachów stało się dość uciążliwe. Wczoraj na przykład obudziłam się w nocy z szalenie "twardego" snu i zadałam pytanie mężowi:
"Zrobiłeś kawę?!?" - retorycznie oczywiście. Nie chciałam już dodawać, że do była czerwona MK oraz, że kto robi kawę o tej porze. Skończyło się wietrzeniem pomieszczenia. Północ i okna otwarte na oścież. Dwa okna. Uznałam, że jedno to za mało.
To się robi powoli ZBYT uciążliwe.
Dla mnie też.
23:00
- Kubusia Puchatka oglądasz? - pyta zaspany mąż zza ekranu
- Nie.... Kwaśniewską....